Musi być na moim! Czyli "racja prawda środek"
Ile razy zdarza nam się rozpętać ogromną zadymę, tak naprawdę z drobiazgowego powodu? Znakiem tego jest, jak ogromna jest w nas niepohamowana, zaszyta pod halką pozornej grzeczności, taktu fala nieporozumień, niedociągnięć, niewypowiedzianych słów, które na na danym etapie można zatrzymać w sposób cywilizowany, a nie na zasadzie obrzucania pociskami, żółcią, wymiocinami, na podstawie których, ktoś oceni, że jesteśmy szajbusami, dosłownie! Ale nie bądźmy bazyliszkami, każdemu z nas, zdarza się taka pęczniejąca bulwa. Samej, zdarza mi się tego doświadczać, jak i widzieć na ulicy, o! A na ulicy dopiero słychać i widać szczęk oręża! Musi być na moim? Choćby nie wiem, jak bardzo durnego użyjemy argumentu, to ja mam rację. Dlaczego to nasze zdanie musi być ostatnie? Czy dzięki temu, podsycamy swoje poczucie wartości? Często myślę, że kiedy spuszczam głowę, to znaczy, iż przyznałam tej osobie słuszność, chociaż nie jest asertywna, lecz tak samo jak ja ma ordynarne maniery. I jak to przerwać? Z autopsji wiem, że im bardziej się nakręcę, tym więcej potem moje ciało, nastrój i zachowanie są do dupy. Innymi słowy, zjechana reszta dnia. Każdy ma rację, ale czy każda racja jest faktyczna. W momencie silnej pyskówki, wszystkie hamulce puszczają. Emocje, jad, złośliwość, brak szacunku do drugiej osoby, do siebie, istny pierdolnik, a obok się z nas śmieją, nie zdając sobie sprawy, że każdemu niekiedy lub częściej pękają z hukiem emocje, ale wiadomo, lepiej sobie zrobić cyrk z innych, pomyśleć ile czubków na świecie. Nawet widząc elokwentnego alkoholika w autobusie, lepiej nie patrzeć na niego, bo to zaraza, czytać sobie książkę i w myślach dać sobie porządnego kopniaka jestem inteligentny, opanowany, a to jakiś cham, prostak. Mnie też się to zdarza, być w dwóch rolach i czasami kiedy taki pan bibosz snuje swoje monologi, zastanawiam się, dlaczego tak skończył. I czy ja mam prawo go oceniać na podstawie co mówi, jak się zachowuje w danej. To, że nie mam racji, nie znaczy, że nie mam wyboru. Jeżeli ktoś mnie obraża, czyli bezpodstawnie ocenia, mam wybór albo bez powodzenia odgryzam się, albo milczę, albo odchodzę. Zawsze mam wybór i to powinno być naszym rynsztunkiem w takich sytuacjach. Pomyślmy, że taka kretyńska wymiana zdań odbija się potem na nas, zły dzień w pracy, drżenie całego ciała, wrogość do całej populacji. Wiem, że to tylko teoria, ale w moim przypadku ostatnio się nawet dosyć sprawdza. WYBÓR! Nie jestem Napoleonem, który zawsze ma rację, Jednak mam ten wybór, nie robić przede wszystkim widowiska z siebie dla innych ludzi, którzy myślą, że mają cacane życie, właśnie przez to, że ja, czy Ty im dostarczasz takiego bodźca i otuchy. Karmimy innych naszym kosztem, a śmiejemy się z polityków. Pewne wzorce są u wszystkich. Myślę, że gdyby zgrać wszystko na smartfony, co się dzieje wszem i wobec, powstałby na pewno film na miarę Hollywood, ale byłby to smutny traktat 😔
Komentarze
Prześlij komentarz