Rywalizuję, bo??? Jestem szczurem, bo?

    Pojedynki w szkole, pracy, a nawet rywalizacja w rodzinie, w rodzeństwie, dosłownie wszędzie jest rzeczą codzienną i tak powszechną do tego stopnia, że nawet nie wiem, czy jest sens wdrażać się w szczegóły tej prozaicznej sprawy. Tymczasem, zastanawiam się i być może nie będę zbytnio oryginalna, ale co jest źródłem tej międzyludzkiej batalii, przechodzącej z pokolenia na pokolenie, biorąc pod uwagę, że teraz zwłaszcza te pojedynki są podsycone wrogością, cynizmem oraz jadem i żółcią. Pomyślałam, że to częściowo wynika z zajebiście siarczystego tempa życia, o którym i tak wszyscy trąbią i nie poczynają żadnych kroków, żeby tę karuzelę zatrzymać. I tak sobie wszyscy żyjemy w nieustannym pośpiechu, nieustannym czekaniu na wszystko, nieustannej gorączce, nieustannym marazmie, nieustannych rozgrywkach jak bokserzy w klatkach, czekających na walkę na śmierć i życie. Wracając do rywalizacji, niekiedy sobie myślę, że niewiarygodnie konkurują ze sobą kobiety, które najchętniej wydrapałyby sobie oczy, zerkając z lustereczka w tramwaju na inną niewiastę, która ma lepszy fluid, szczuplejszą figurę. Nieraz, spotykam się z takimi sytuacjami, kiedy kobiety wręcz wytaczają wojnę miedzy sobą o faceta, wygląd. A, jeśli jedna kobieta jest szkaradna, to druga atrakcyjna, nie omieszka się pochwalić jej workowatej spódnicy, ot tak, żeby podretuszować swoje ego. Rzucamy się w wir życia bez ładu i składu, nie wiedząc co, po co, dokąd, bezradnie, smagani kijem życia, które jest tak popieprzone, że nieraz zastanawiam się, czy nie lepiej trzymać się koniecznie lewej, żeby nie iść na ring z wytatuowanymi napisami: biec, zabić, biec. Totalna rzeź ludzkich wartości,  a jedynie instynktowne pobudki. RING! Biec, zabić, biec. Jak maciory w korycie, rekiny, które od razu pożerają bez zalążkowego powąchania i muśnięcia. Nie oceniam innych tak po prostu, ale tak jest i twierdzę, że ja też daję się trawić przez tę truciznę. Nie zawsze. Ale jednak. Nie znam się na polityce, słyszę tylko narzekania, że jest do dupy, bo tak nami rządzą. Nie znam się na tym, więc nie biorę tych kwestii pod lupę. Niemniej, czy rzeczywiście granda polityków wpływa na tak impasowe nastroje ludzi i chore rywalizacje? Sfora wilków przynajmniej zachowuje się solidarnie, a my? Istoty myślące, czujące? To jest totalny obłęd. Zamiast współpracy mamy nieustanną rywalizację, która tak czy siak kończy się porażką, bo pozwalamy, żeby rządziły nami instynkty. Absolutnie, nie jest to żadne zwycięstwo. Na siłę udowadniamy sobie, że jesteśmy najsilniejsi. Nawet zwykła sprzeczka zamienia się w tornado, bo rywalizujemy o finalną kropkę. Absolutnie wysoki poziom zabójczych toksyn. Nie chcę rozpisywać się, o co rywalizują ludzie między sobą, bo to można wymieniać w nieskończoność na różnych płaszczyznach, ale chciałabym zrozumieć ten mechanizm. I wątpię, żebym go odnalazła, gdzieś o wszystko jest zakorzenione. Czy życie ludzkie jest tyle tylko warte, żeby toczyć wojnę, która nie jest w ogóle warta, by ją toczyć? Należy mieć jasno określony cel, prać do przodu, ale nie po trupach, nie krzywdząc innych. Na razie na tym poziomie społecznym niestety nie jest to możliwe. Za bardzo się rozpędziliśmy. Wokoło tylko boksy, z których wychodzimy po to, żeby zabić, nie wiadomo w imię czego. Innym, niestety czynnikiem jest presja, żeby się wsławić i zdobyć bezwarunkową akceptację u innych. Mój apel (bo na razie tego nie rozgryzłam) jest prosty: Nie dajmy się zwariować, szanujmy siebie i innych, wytoczmy własny kurs, nie bądźmy tresowanymi pieskami do damskiej torebki. Prócz tego, zapamiętajmy, że zawsze będziemy brzydsi i ładniejsi od kogoś, tak samo mądrzy i głupsi, bardziej lub mniej chorzy. Rywalizacja to po prostu sytuacja, kiedy człowiek znika z własnego pola widzenia.

Komentarze

  1. Bardzo dobrze piszesz

    OdpowiedzUsuń
  2. zawsze była, jest i będzie rywalizacja o wszystko i wyścig szczurów zwłaszcza w korpo

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty